Trwa ładowanie...

Szkolne mikołajki z lat 90. Dzisiaj wspominamy je z sentymentem

Na ten grudniowy dzień czekali wszyscy uczniowie. Umówiona wcześniej kwota prezentu, losowanie karteczek z imieniem i nazwiskiem kolegów oraz koleżanek oraz ciche pytania: "kogo masz?” zadawane podczas przerw. Każde dziecko chciało brać udział w szkolnych mikołajkach. Co pamiętamy z tych dni?

Zobacz film: "Tym razem św. Mikołaj nie przyjdzie"

1. Wzięło nas na sentymenty

Mamy po 20-30 lat. Nasze dzieciństwo przypadało na czasy trzepaka, ciepłych lodów kupowanych u pani Krysi ze sklepiku szkolnego i pierwszych komputerów, które przypominały statki kosmiczne.

Nieodłącznym elementem każdego roku szkolnego były też mikołajki klasowe. Kilka tygodni przed 6. grudnia wychowawczyni (albo przewodnicząca klasy, jeżeli już umiała pisać) przygotowywała losy z imieniem i nazwiska każdego dziecka.

Karteczki, po uprzednim otwarciu, każdy skrzętnie chował do kieszeni lub piórnika. W klasie nikt nic nie mówił. Wszyscy ze zniecierpliwieniem patrzyli tylko na zegarek. 15 minut do przerwy. 10 minut. I cała machina ruszała! Każdy w przyjacielskim gronie pokazywał kogo wylosował. Skąd o tym wiem? Sama tak robiłam! W klasie nie można było się konsultować – wychowawczyni surowo zabraniała wymiany losów.

Zobacz też:

2. Mikołajki

W mniejszych miastach bądź na osiedlach, gdzie każdy się zna, trudno było wybrać się na mikołajkowe zakupy. Zawsze istniała szansa, że spotkamy osobę, którą obdarowujemy.

Kolejny fenomen? Chociaż kwota, za którą mamy kupić prezent, była już wcześniej ustalana, bogatsi rodzice uznawali to za idealny moment, by zdobyć przychylność koleżanki bądź kolegi swojego dziecka. I tak w rezultacie jedna z uczennic dostawała lalkę Barbie, a druga – jej marną podróbkę.

W końcu jednak nadchodził ten upragniony mikołajkowy dzień, w którym każde dziecko szło do szkoły z kolorową paczuszką w plecaku. Niemal wszyscy wiedzieli już od kogo dostaną prezent. Do ostatnich chwil jednak skrywali pakunki pachnące mandarynkami i czekoladą.

Co było dalej? Radość, śmiech i... płacz. Ten ostatni słychać było niemal zawsze u kilku "ofiar" tego świątecznego szaleństwa. Bo prezenty nie takie, bo mama wcześniej kupiła taką samą zabawkę, bo ma uczulenie na mandarynki.

Taką samą rozpacz przeżywały dzieci, które akurat w czasie mikołajek leżały z gorączką w domu. Kilka razy sama zanosiłam się łzami, gdy z anginą musiałam zostać w domu, zamiast objadać się czekoladą z innymi.

Najlepsze edukacyjne prezenty dla dzieci
Najlepsze edukacyjne prezenty dla dzieci [7 zdjęć]

Przed nami grudzień – miesiąc radosnych zabaw na śniegu, przedświątecznych przygotowań oraz pisania listów...

zobacz galerię

3. Jak wspominamy mikołajki w redakcji?

"Zróbcie sobie chwilę przerwy, zamknijcie na chwilę oczy i przypomnijcie sobie szkolne czasy, a dokładniej - klasowe mikołajki. Pamiętacie jakieś ciekawe/śmieszne/wzruszające sytuacje z tego czasu? Może dostaliście coś, czego nie chcieliście? Albo zamienialiście się losami, żeby nie kupować prezentu nielubianemu koledze? Może byliście akurat chorzy i rozpaczaliście w domu, że nie możecie świętować z innymi?" - napisałam w wiadomości do moich redakcyjnych koleżanek i kolegów z pracy.

Co pamiętają?

- Dostałam maskotkę w kształcie jeżyka, ale zamiast słodyczy, które dostali inni, znalazłam w paczce sztuczne jabłka na choinkę... nie otarły łez po czekoladzie – mówi Gosia.

- Pamiętam, że raz na klasowych mikołajkach chłopak, któremu dokuczano, dostał worek ziemniaków w prezencie. Innym razem do moich koleżanek należało przygotowywanie losów z imieniem i nazwiskiem każdego z klasy. Zaznaczały niektóre z nich, żeby wiedzieć, kogo nie wybierać. Pamiętam też, że któregoś roku nie dostałam prezentu, bo ludzie tyle razy się wymieniali karteczkami, że już nikt nie wiedział kto kogo ma – dodaje Sylwia.

- Ja zawsze zamieniałam się wylosowanymi karteczkami z kolegami z klasy, żeby kupować prezent swojej najlepszej przyjaciółce. Obie tak robiłyśmy przez całą podstawówkę. Z biegiem lat znajomi z klasy sami oddawali mi karteczkę z jej imieniem. Nie musiałam nawet prosić, zrobiła nam się z tego taka mała klasowa tradycja – dodaje Ania.

- Parę historii z mikołajek szkolnych pamiętam. Kolega kupił mi czekoladę, ale zjadł ją na moich oczach, byłem niepocieszony. Innym razem, nie mogąc dostać kasety Iron Maiden, którą któregoś razu kolega sobie zażyczył, przegrałem ją, pożyczając od wujka. Skserowałem też okładkę, "prawie" wyszło podobnie do oryginału. Ale mimo to kolega był zadowolony, o oryginalne kasety wtedy było nie tak łatwo – mówi Michał.

- Mikołajki w gronie klasowym organizowaliśmy - z tego co dzisiaj pamiętam - raz. Jedynym wspomnieniem z tamtego okresu jest to, że jedna z moich koleżanek żadnego prezentu nie dostała. Chłopak, który wylosował karteczkę z jej nazwiskiem podarunku nie kupił, ponieważ pomyślał, że i tak przecież ktoś jej go da – dodaje Ewa.

- Raz dostałem w prezencie bombkę. Zdenerwowałem się. No bo co to za prezent - bombka?! - pyta Tomek.

- Pewnego razu w podstawówce jakimś cudem odkryliśmy, kogo wylosowaliśmy w klasie. I ja wylosowałam chłopaka, który nie był zbyt lubiany i każdy się z niego śmiał. Pamiętam, że na przerwie go dorwałam i zapytałam, co by chciał dostać. A on mi wyjechał z całą listą konkretnych rzeczy, a wśród nich uwielbiany wtedy przez chłopaków brelok z laserkiem. Ja strasznie nie lubiłam tych laserków, bo chłopaki przynosili je do szkoły i świecili nimi w oczy dziewczynom. Powiedziałam, że po moim trupie, ja mu na pewno tego nie kupię - wspomina Sylwia.

Ja natomiast pamiętam, że o tym, co dostaniemy w pierwszych klasach szkoły podstawowej, decydowali rodzice. I tak co roku, oprócz zabawki, która rozwalała się po pierwszej przerwie, dostawaliśmy czekoladopodobne figurki św. Mikołajów i mandarynki. Owoce zawsze zjadaliśmy w mgnieniu oka. Figurka natomiast trafiała w najciemniejsze miejsce w barku, gdzie czekała na swój moment. Następował on zwykle wtedy, gdy żadnych innych słodyczy nie było w domu. Najlepiej smakowała rozpuszczona w herbacie!

Polecane dla Ciebie

Pomocni lekarze

Szukaj innego lekarza

Komentarze

Wysyłając opinię akceptujesz regulamin zamieszczania opinii w serwisie. Grupa Wirtualna Polska Media SA z siedzibą w Warszawie jest administratorem twoich danych osobowych dla celów związanych z korzystaniem z serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania.